Dostojeństwo i wielkość ofiary Mszy
św.
– ks. Stefan Somerville
...Klejnot nieskończonej wartości
W tym miejscu, drodzy
przyjaciele, powróćmy do naszego ukochanego św. Alfonsa, którego
słowa przytoczyłem na początku: „Nawet sam Bóg nie mógł uczynić nic
świętszego, lepszego i większego niż Msza”. Dlaczego? Dlaczego nie
ma nic świętszego, lepszego ani większego niż Msza św.? Ponieważ
jest ona darem, jaki czyni z siebie samego Bóg Syn Wcielony,
ofiarując się Bogu Ojcu. Nie sposób wyobrazić sobie większego daru
ani większego ofiarodawcy, większego obdarowanego ani większych
więzi miłości jednoczących tych Dwóch, niż Duch Święty. „Zawsze
czynię Jego wolę” – powiedział Zbawiciel. A Bóg Ojciec rzekł: „To
jest Syn mój miły, w którym sobie upodobałem”. Czy to historyczne
samoofiarowanie się Pana Jezusa jest ofiarą religijną? Oczywiście, i
to od momentu, kiedy Chrystus przychodząc na ten świat powiedział:
„Oto jestem, abym pełnił wolę Twoją”, do ostatniego momentu męki na
Kalwarii, kiedy wypowiedział słowa: „Ojcze, w ręce Twoje powierzam
ducha mego”.
Jeśli śmierć Chrystusa jest ofiarą, czy jest On również
prawdziwym kapłanem? Zaprawdę jest, gdyż Ojciec powiedział do Niego,
jak czytamy w Psalmie: „Jesteś kapłanem na wieki, wedle porządku
Melchizedeka”. Zbawiciel potwierdził to w Ewangelii według św.
Mateusza (rozdz. 22) i w Liście św. Pawła do Żydów (5–10), który
jest traktatem o Chrystusowym kapłaństwie. Sobór w Efezie w roku 431
orzekł, że Słowo Boże, stając się Ciałem, stało się naszym
Najwyższym Kapłanem. Chrystus dzieli Boską naturę ze swym Ojcem, a
ludzką naturę z nami. Tak więc jest on „z ludzi wzięty, dla ludzi
(…) postanowiony w tym, co do Boga należy; aby składał dary i ofiary
za grzechy” (Hbr 5, 1).
Ofiara jest najbardziej podstawową funkcją urzędu
kapłańskiego. W liturgii ofiara oznacza zewnętrzny akt religijny
polegający na ofiarowaniu materialnego daru przez wyświęconego sługę
ołtarza, w uznaniu najwyższej władzy Boga i dla uzyskania
przebaczenia grzechów. Czy samoofiarowanie się Chrystusa na krzyżu
było prawdziwą i rzeczywistą ofiarą? Oczywiście. Sobór w Efezie to
stwierdził, a potwierdził to Sobór Trydencki. Izajasz i św. Paweł
nauczają o tym bardzo często. Mówił o tym sam Zbawiciel w ofiarnych
słowach ostatniej wieczerzy. Ciało wydane! Krew przelana!
Odpuszczenie grzechów!
Zaczynamy rozumieć prawdziwość słów św. Alfonsa: „Nawet Bóg nie mógł uczynić nic świętszego, lepszego i większego niż Msza”. Jest ona doskonałym darem z samego siebie, złożonym z najdoskonalszą miłością najdoskonalszemu Bogu. Jest czymś więcej niż tylko oddaniem czci Bogu. Składa się ją również jako wynagrodzenie za ludzkie grzechy, co teologowie nazywają zastępczym zadośćuczynieniem. Oznacza to, że Chrystus Pan zajmuje nasze miejsce, albo zastępuje nas, czyniąc zadośćuczynienie za nasze grzechy. W nieco podobny sposób papież, wikariusz Chrystusa, zastępuje Chrystusa w rządzeniu Kościołem. Pismo św. pośrednio wspomina o tym zastępczym zadośćuczynieniu. Jan Chrzciciel, powtarzając słowa Izajasza o niewinnym Baranku, woła na widok Jezusa: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”. Św. Paweł naucza o tym w bardzo mocnych słowach (2 Kor 5, 21): „Tego, który nie znał grzechu, uczynił [Bóg] grzechem, abyśmy my stali się w nim sprawiedliwością Bożą”. Sam Zbawiciel mówi bardzo prosto: „Kładę moje życie za owce moje” (J 10, 15). Jednak nie koniec na tym. Ten sam Chrystus Pan przychodzi, by odnawiać swą ofiarę Kalwarii w każdej Mszy św. sprawowanej w Jego Kościele przez wyświęconego kapłana.
Ofiara czysta
Reformatorzy
protestanccy w pożałowania godny sposób zanegowali prawdziwie
ofiarną wartość Mszy św. Uczynili to sądząc, że Msza św. jest
niezależną ofiarą obok ofiary krzyża i że ma ona zyskiwać nam łaski
tylko przez działanie ludzkiego kapłana. Prawda wygląda natomiast
tak, że Msza św. odnawia ofiarę Kalwarii i uobecnia ją, tym razem w
sposób sakramentalny, używając chleba i wina, których istota staje
się Ciałem i Krwią Chrystusa, nie tracąc swych akcydensów. Sam
Chrystus jest więc prawdziwie obecny na Mszy św. jako główny kapłan
i sam siebie składa w ofierze, z tą samą mocą i wysługując te same
łaski, co podczas ofiary Kalwarii.
Ponadto Eucharystia jest równocześnie ofiarą i
sakramentem. Jako ofiara istnieje dla czci Boga i jest akcją
przemijającą. Jako sakrament istnieje dla dobra człowieka i jest
rzeczywistością trwałą, istniejącą w przyjmujących ją wiernych oraz
adorowaną przez nich na ołtarzu. Stary Testament zwiastował tę
ofiarę Nowego Przymierza. W rozdziale 14 Księgi Rodzaju kapłan
Melchizedek składa w ofierze chleb i wino oraz błogosławi Abrahama
po zwycięstwie. Prorok Malachiasz zaś zapowiada powszechną „czystą
ofiarę” wśród narodów, wśród których „Imię Boże jest wielkie” (Mlch
1, 10). Wedle Didache i św. Justyna Męczennika, ustęp ten dotyczy
Eucharystii, podobnie uczą późniejsi Ojcowie Kościoła i katolicka
tradycja.
„Czysta ofiara” Malachiasza zawiera w sobie potężny
ładunek treści. Musimy przede wszystkim pamiętać, że rzeczywista
obecność Ciała i Krwi Chrystusa gwarantuje również obecność Jego
Duszy i Bóstwa. Na mocy słów konsekracji, wypowiadanych podczas Mszy
św., Ciało i Krew stają się obecne oddzielnie w postaci ofiarowanej
Żertwy. Jednak Jezus nie jest już martwy – żyje w chwale i nie może
już umrzeć. Tak więc, ponieważ Jego Ciało i Krew są obecnie ponownie
połączone w chwalebnym życiu, razem z Jego Duszą i Bóstwem – w tak
zwanym współistnieniu – mamy całego Chrystusa obecnego w sakramencie
i w naszej Komunii św.
Przez tysiąc lat teologowie prowadzili dyskusje na ten
temat, jednak Duch Święty już w pierwszym wieku natchnął św. Jana do
zapisania słów Chrystusa: „Kto spożywa Moje Ciało i Krew Moją pije,
mieszka we mnie”. W następnym wersie Jezus mówi: „Kto mnie spożywa”
– i wskazuje, że w sakramencie tym obecna jest cała Boska Osoba,
cały Chrystus. Prawda ta jest dogmatem Kościoła katolickiego.
Kolejny dogmat, będący konsekwencją poprzedniego, mówi, że
Chrystusowi obecnemu w Eucharystii należne jest uwielbienie, tj.
latria (kult boski). Biorąc pod uwagę, że obecność całego Chrystusa
we Mszy św. stała się dogmatem, nie dziwi nas, że święci opisywali
tę tajemnicę w najwznioślejszych słowach. Św. Bonawentura mówi:
„Msza św. jest tak pełna tajemnic, jak ocean pełny jest kropel
[wody], jak niebo pełne jest gwiazd, a dwór niebieski pełen
aniołów”. Papież Pius XII nauczał nas w encyklice Mystici corporis
Christi, że „w Nim przebywa Duch Św. z taką pełnią łask, że większej
nawet wyobrazić sobie nie można”; „A wreszcie jest On osobiście tak
pełen łaski i prawdy, że z niezgłębionej tej pełni Jego wszyscy
bierzemy”.
Msza świętych
Owa „niezgłębiona
pełnia” to właśnie cały Chrystus obecny podczas Mszy. O. Pio, jak
wiadomo, bardzo długo przygotowywał się do odprawiania Eucharystii,
a kaplica, w której ją sprawował, zatłoczona była przez setki
wiernych od ok. drugiej w nocy, na wiele godzin przed rozpoczęciem
Mszy św. Znany z odprawiania długich Mszy św. był też augustianin
św. Jan z Facundo. Jego przeor, irytując się początkowo z tego
powodu, wybadał o. Jana i zapisał, że „odprawia [on] Mszę św. tak
powoli, ponieważ Bóg objawia mu głębokie tajemnice, które dokonują
się podczas Eucharystii – tajemnice tak wzniosłe, że rozum ludzki
nie jest w stanie ich pojąć. (…) Uświadomiło mi to ogrom
dobrodziejstw, jakie spotykają ludzkość poprzez odprawianie czy
słuchanie Mszy św. Uczyniłem silne postanowienie nigdy nie zaniedbać
jej odprawienia czy wysłuchania”.
Nie wątpimy ani przez chwilę, że Msza św. uobecnia
święte tajemnice męki naszego Zbawiciela. Zresztą obie te ofiary są
jedną i tą samą, różnią się jedynie sposobem ofiarowania: męka
krzyżowa jest ofiarą krwawą, a Msza św. – bezkrwawą. Wierzymy też,
że wszystkie tajemnice Chrystusa zawarte są w Jego ofierze i że męka
i śmierć są jedynie ich szczytem i wypełnieniem. Chrystus Pan spiął
swą zbawczą misję dwiema klamrami. Na samym początku: „Oto jestem,
abym pełnił wolę Twoją”, i na końcu: „Ojcze, nie moja wola, ale
Twoja niech się stanie”. Jak możemy wątpić, że cała reszta tajemnic
jest również zawarta w Eucharystii! Słuchajcie słów kapłana podczas
Mszy św., kiedy obmywa ręce przy słowach Psalmu 25: „Przystąpię do
Twego ołtarza Panie (…) by (…) głosić wszystkie Twoje cudowne
dzieła”. Król Dawid prorokuje w Psalmie 110: „Pan uczynił pamiątkę
swych cudownych dzieł”. Bez wątpienia oznacza to Mszę św.
Tajemnice Chrystusowe we Mszy św.
Zacznijmy od cudownego
dzieła wcielenia, fundamentu wszystkich pozostałych. W momencie tym
Najświętsza Maryja Panna ofiarowała się Bogu, ofiarowała ciało i
duszę, by stać się Jego narzędziem, przez które Bóg weźmie ciało.
„Oto ja służebnica Pańska”. „A Słowo stało się ciałem i mieszkało
między nami”. Podobnie, kiedy kapłan wypowiada słowa konsekracji nad
chlebem i winem, stają się one prawdziwym Ciałem i Krwią Chrystusa i
odnawiana jest Boska tajemnica wcielenia. Kapłan trzyma w swych
dłoniach Wcielone Słowo, podobnie jak Najświętsza Dziewica trzymała
Je w swym niepokalanym łonie. W chwilę potem kapłan ukazuje Hostię
wiernym dla adoracji, podobnie jak Maryja pokazała nowonarodzonego
Chrystusa pasterzom w Betlejem. Tak więc możemy powiedzieć, że
również tajemnica narodzin Chrystusa znajduje odbicie we Mszy św.
Chrystus ukazywany wiernym podczas Mszy ukazany został również
Mędrcom i Symeonowi oraz przedstawiony swemu Ojcu w świątyni
jerozolimskiej. Również te tajemnice wspominane są podczas Mszy św.
Podczas każdej Mszy św. słuchamy kapłana czytającego
Ewangelię, przypominającą nam o słowach i dziełach Chrystusa,
podjętych dla naszego uświęcenia i zbawienia naszych dusz. Następnie
kapłan mówi: „Niech słowa Ewangelii zgładzą moje grzechy”. Tak więc
w różne niedziele i święta przed naszymi oczyma przesuwa się obraz
tajemnic zbawienia, zawarty na kartach Pisma św.
W trakcie Mszy św. wspominane są kolejno i stopniowo
coraz wyraźniej wielkie tajemnice Wielkiego Czwartku, Wielkiego
Piątku i Soboty Wielkanocnej. To prawda, nie możemy widzieć ich
naocznie, jak Apostołowie i pierwsi uczniowie, ale tym większą mamy
z tego powodu zasługę. Pan Jezus powiedział: „Błogosławieni, którzy
nie widzieli, a uwierzyli”.
Pod koniec swej ziemskiej misji Zbawiciel pocieszał
swych uczniów słowami: „Oto ja jestem z wami po wszystkie dni aż do
skończenia świata” (Mt 28, 20). Słowa te są prawdziwe nie tylko z
powodu wszechobecnego Bóstwa Chrystusa, ale również poprzez Jego
cielesną, sakramentalną obecność, będącą owocem każdej Mszy św.
Chrystus Pan jako Oblubieniec objawia się swej
oblubienicy – Kościołowi świętemu. Wierny jej, tj. nam, nie zostawia
nas samych, ale pozostaje zawsze obecny, a ta obecność
eucharystyczna jest wspaniałą manifestacją Jego wierności. Bóg
powiedział przez usta proroka Ozeasza: „I poślubię cię sobie na
wieki, a poślubię cię sobie w sprawiedliwości i w sądzie i w
miłosierdziu i w litościach, (…) a poznasz, żem ja Pan” (Oz 2,
19–21).
Z wiarą w te natchnione słowa strzeżmy dalej Mszy Wszechczasów i pamiętajmy o słowach Doktora Kościoła św. Alfonsa Liguoriego: „Nawet sam Bóg nie mógł uczynić nic świętszego, lepszego i większego niż Msza św.” ...
ks. Stefan Somerville
Za: Zawsze wierni nr 6/2005 (73)
ŚWIADECTWO O EUCHARYSTII

„Gdy Kościół sprawuje Eucharystię, pamiątkę śmierci i
zmartwychwstania swojego Pana, to centralne wydarzenie zbawienia
staje się rzeczywiście obecne i «dokonuje się dzieło naszego
Odkupienia». Ofiara ta ma do tego stopnia decydujące znaczenie dla
zbawienia rodzaju ludzkiego, że Jezus złożył ją i wrócił do Ojca,
dopiero wtedy, gdy zostawił nam środek umożliwiający uczestnictwo w
niej, tak jakbyśmy byli w niej obecni. W ten sposób każdy wierny
może w niej uczestniczyć i korzystać z jej niewyczerpanych owoców.”
Jan Paweł II: Encyklika o Eucharystii, 11.
Opis Mszy św. przeżytej mistycznie przez boliwijską stygmatyczkę i
wizjonerkę Catalinę Rivas. Władze kościelne Cochabamby, którym
podlega Catalina, rozpowszechniają orędzie przez nią otrzymane od
1997r. Poprzez te mistyczne doświadczenia Pan Jezus i Matka Boża
pragną nauczyć nas owocnie uczestniczyć w tym największym wydarzeniu
naszego zbawienia, które uobecnia się w czasie każdej Mszy św. Oto
fragmenty zapisków Cataliny:
„W święto
Zwiastowania, kiedy weszłam do kościoła na Mszę św., arcybiskup i
księża wychodzili już z zakrystii. Matka Boża powiedziała do mnie
swoim delikatnym, słodkim, kobiecym głosem: »Dzisiaj jest dzień
nauki dla ciebie. Pragnę, abyś się mocno skupiła ze względu na to,
czego doświadczysz, ponieważ będziesz dzielić się tym z całą
ludzkością«.
Pierwszą
rzeczą, na którą zwróciłam uwagę, był chór pięknych głosów,
śpiewający z oddali. Chwilami muzyka zbliżała się, a potem oddalała,
tak jak szmer wiatru. Arcybiskup rozpoczął Mszę św., kiedy doszedł
do aktu pokuty, Maryja powiedziała: »Z głębi swojego serca proś
Pana, aby przebaczył ci grzechy, którymi Go obraziłaś. W ten sposób
będziesz mogła godnie uczestniczyć w tym przywileju, jakim jest Msza
św.«. Pomyślałam: »Jestem przecież w stanie łaski uświęcającej, nie
dalej jak wczoraj wyspowiadałam się«. Matka Boża odpowiedziała:
»Myślisz, że od wczoraj nie obraziłaś Pana? Pozwól, że przypomnę ci
parę wydarzeń. (...) A ty mówisz, że nie zraniłaś Boga? Przyszłaś na
ostatnią chwilę, kiedy celebransi wychodzili w procesji odprawiać
Mszę (...), i zamierzasz uczestniczyć w niej bez wcześniejszego
przygotowania... Dlaczego wy wszyscy przychodzicie na ostatnią
chwilę? Powinniście przychodzić wcześniej, aby pomodlić się i
poprosić Pana, by zesłał swojego Ducha Świętego, by Ten mógł
obdarzyć was pokojem i oczyścić was od ducha tego świata, od waszych
niepokojów, problemów i rozproszenia. On czyni was zdolnymi przeżyć
ten tak święty moment. (...) Przecież to jest największy z
cudów. Przyszliście przeżywać moment, kiedy Najwyższy Bóg daje swój
największy dar, a nie umiecie tego docenić«.
Ponieważ był
to dzień świąteczny, w kościele rozbrzmiała Chwała na wysokości.
Matka Boża powiedziała: »Uwielbiaj i błogosław z całej swojej
miłości Świętą Trójcę, uznając, że jesteś jednym z Jej stworzeń«.
Nastąpił
moment liturgii słowa i Maryja kazała mi powtórzyć: »Panie, dzisiaj
chcę słuchać Twojego słowa i przynieść obfity owoc. Proszę, aby Twój
Duch Święty oczyścił wnętrze mojego serca, aby Twoje słowo wzrastało
i rozwijało się w nim«. Potem Najświętsza Panna powiedziała: »Chcę,
abyś uważała na czytaniach i na całej homilii. Pamiętaj o tym, co
mówi Biblia, że słowo Boże nie wraca, dopóki nie wyda plonu. Jeśli
będziesz pilnie słuchać, część z tego, co usłyszysz, pozostanie w
tobie. Powinnaś spróbować przywoływać przez cały dzień te słowa,
które zrobiły na tobie wrażenie. Czasem to mogą być dwa wersy, innym
razem lektura całej Ewangelii, a czasem tylko jedno słowo. Smakuj je
przez resztę dnia, a stanie się to częścią ciebie. Życie zmienia
się, jeśli pozwoli się, aby słowo Boże przemieniało osobę«.
Chwilę
później nastąpiło ofiarowanie i Matka Boża powiedziała: »Módl się w
ten sposób: Panie, ofiarowuję Ci się cała, taka, jaką jestem,
wszystko, co mam i co mogę. Wszystko wkładam w Twoje ręce. Boże
Wszechmogący, przez zasługi Twojego Syna przemień mnie. Proszę Cię
za moją rodzinę, dobrodziejów, za wszystkich ludzi, którzy walczą
przeciw nam, za tych, którzy polecali się moim modlitwom«.
Nagle z ławek
zaczęły się podnosić jakieś postacie, których wcześniej nie
widziałam. Wyglądało to tak, jakby z najbliższego sąsiedztwa każdej
osoby obecnej w katedrze wstała inna osoba, i wkrótce kościół
zapełnił się młodymi, pięknymi ludźmi. Byli ubrani w lśniąco białe
szaty. Ruszyli wszyscy do nawy głównej, a potem poszli w kierunku
ołtarza. Matka Boża powiedziała: »Patrz! To są Aniołowie Stróże
każdej z osób, która znajduje się w kościele. To właśnie w tym
momencie twój Anioł Stróż zanosi twoje dary i prośby przed ołtarz
Pana«. Mieli oni bardzo piękne, niemal kobiece rysy twarzy, ich
wzrost zaś, budowa ciała oraz ręce były męskie; nagie ich stopy nie
dotykały ziemi. Część z nich niosła jakby złotą misę z czymś, co
promieniowało czystym, złotym światłem. Najświętsza Panna
powiedziała: »To są Aniołowie Stróże tych ludzi, którzy ofiarują
Msze św. w wielu intencjach i którzy są świadomi tego, co znaczy ta
celebracja. Oni mają coś do ofiarowania Panu. Ofiaruj siebie w tym
momencie (...). Podaruj swoje żale, bóle, nadzieje, smutki, radości,
prośby. Pamiętaj, że Msza św. ma nieskończoną wartość. Z tego
względu bądź hojna w ofiarowywaniu i w
prośbach«.
Za pierwszymi
aniołami postępowali następni, którzy mieli puste ręce. Matka Boża
powiedziała: »To są Aniołowie Stróże ludzi, którzy są tutaj, ale
nigdy nic nie ofiarują. Nie są zainteresowani przeżywaniem każdego
momentu Mszy św. i nie mają daru do zaniesienia przed ołtarz Pana«.
Na końcu
procesji szli aniołowie, którzy byli dosyć smutni, z rękami
splecionymi na modlitwie, ale ze spuszczonym wzrokiem. »To są
Aniołowie Stróże ludzi, którzy są tutaj, ale którzy przyszli z
obowiązku, bez pragnienia uczestniczenia we Mszy św. Aniołowie idą
dalej smutni, ponieważ nie mają nic do złożenia na ołtarzu, poza
własnymi modlitwami. (...) Nie zasmucaj swojego Anioła Stróża. Proś
o wiele, ale nie tylko dla siebie, lecz dla wszystkich. Pamiętaj, że
ofiara, która najbardziej się podoba Panu, to ta, gdy samą siebie
ofiarujesz jako ofiarę całopalną, tak aby Jezus mógł przemienić
ciebie przez swoje zasługi. Co możesz ofiarować Ojcu sama z siebie?
Nicość i grzech. Ojcu podobają się ofiary połączone z zasługami
Jezusa«.
Nastąpił
końcowy moment prefacji i kiedy wierni odmawiali Światy, Święty,
Święty..., nagle wszystko, co znajdowało się z tyłu celebransów,
zniknęło. Za lewą stroną arcybiskupa pojawiły się tysiące aniołów.
Ubrani byli oni w tuniki, podobne do białych szat kapłanów czy
ministrantów. Wszyscy uklękli z rękoma złączonymi na modlitwie i
skłaniali głowy, oddając cześć. Słychać było piękną muzykę, tak
jakby liczne chóry z różnymi głosami śpiewały unisono razem z
ludźmi: Święty, Święty, Święty...
Nastąpił
moment konsekracji, moment cudu nad cudami.
Za arcybiskupem pojawił się tłum ludzi. Wszyscy mieli na sobie takie
same tuniki, ale w kolorach pastelowych. Ich twarze były lśniące,
pełne radości. Mogłoby się komuś wydawać (nie umiem powiedzieć
dlaczego), że byli ludźmi w różnym wieku, ale ich twarze miały
szczęśliwy wyraz i były bez zmarszczek. Klęknęli, podobnie jak przy
śpiewie: Święty, Święty, Święty... Matka Boża powiedziała: »To są
wszyscy święci i błogosławieni. Pomiędzy nimi są dusze twoich
krewnych, którzy już cieszą się oglądaniem Boga«.
Potem
zobaczyłam Matkę Bożą, dokładnie po prawej stronie arcybiskupa, krok
za celebransem. Była zawieszona lekko nad podłogą, klęcząc, ubrana w
jasną, przeźroczystą, ale jednocześnie świetlaną niczym krystaliczna
woda tkaninę. Najświętsza Panna, ze złożonymi rękoma, spoglądała
uważnie i z szacunkiem na celebransa. Mówiła do mnie stamtąd, ale
cicho, prosto do serca, nie spoglądając na mnie: »Dziwi cię, że
widzisz Mnie stojącą za arcybiskupem, nieprawdaż? Tak właśnie
powinno być (...). Z całą miłością, jaką Mój Syn Mi daje, nigdy nie
dał Mi godności, jaką obdarzył kapłanów - daru kapłaństwa do
uobecniania codziennego cudu Eucharystii. Z tego powodu czuję
głęboki szacunek dla księży i dla cudu, jaki Bóg czyni przez ich
posługę. To właśnie zmusza mnie do klęknięcia tutaj, za nimi«.
Przed
ołtarzem pojawiły się cienie ludzi w szarych kolorach, ze
wzniesionymi rękoma. Maryja powiedziała: »To są błogosławione dusze
czyśćcowe, które czekają na wasze modlitwy, aby dokonało się ich
oczyszczenie. Nie przestawajcie modlić się za nich. Oni modlą się za
was, ale nie mogą modlić się za siebie. To wy macie się za nich
modlić, aby pomóc im wydostać się z czyśćca, aby mogli być z Bogiem
i cieszyć się wiecznie Jego obecnością«. Maryja dodała: »Teraz
widzisz, że jestem tutaj cały czas. Ludzie udają się na pielgrzymki,
szukając miejsc, gdzie się objawiłam. To dobrze ze względu na łaski,
które tam otrzymają. Ale podczas żadnego z objawień, w żadnym innym
miejscu, nie jestem bardziej obecna niż w czasie Mszy św. Zawsze
Mnie znajdziesz u stóp ołtarza, gdzie odprawia się Eucharystię. U
stóp tabernakulum trwam z aniołami, ponieważ jestem zawsze z
Jezusem«. Widząc to piękne oblicze Matki oraz wszystkich innych z
promieniującymi twarzami, złączonymi rękoma, czekających na cud,
który powtarza się nieustannie, czułam się, jakbym była w samym
niebie.
»I pomyśl, że są ludzie, którzy w tym momencie są rozproszeni na
rozmowie. Przykro mi to mówić, że wiele osób stoi z założonymi
rękoma, tak jakby składali hołd Panu jak równemu sobie. Powiedz
wszystkim ludziom, że nigdy człowiek nie jest bardziej człowiekiem,
niż kiedy upada na kolana przed Bogiem« - dodała Maryja.
Celebrans
wypowiedział słowa konsekracji. Choć był człowiekiem normalnego
wzrostu, nagle zaczął rosnąć i wypełniać się nadnaturalnym światłem,
które otoczyło go i przybrało na sile wokół jego twarzy. Z tego
powodu nie mogłam zobaczyć jego rysów. Kiedy podniósł Hostię,
zobaczyłam jego ręce. Na ich wierzchniej stronie miał jakieś znaki,
które emanowały światłem. To był Jezus! W tym momencie Hostia
zaczęła rosnąć i stała się wielka. Na niej ukazała się cudowna twarz
Jezusa spoglądającego na swój lud. Instynktownie chciałam skłonić
głowę, ale Matka Boża powiedziała: »Nie patrz na dół. Podnieś swój
wzrok i kontempluj Go. Wpatruj się w Niego i powtarzaj modlitwę z
Fatimy: Panie, wierzę, adoruję, ufam i kocham Ciebie. Proszę o
przebaczenie za tych, którzy nie wierzą, nie adorują, nie ufają i
nie kochają Ciebie. (...) Teraz powiedz Mu, jak bardzo Go kochasz, i
składaj hołd Królowi królów«.
Wydawało mi
się, że byłam jedyną osobą, na którą patrzył z ogromnej Hostii, ale
zrozumiałam, że On w ten sposób, tj. z bezgraniczną miłością, patrzy
na każdą osobę. Celebrans położył na ołtarzu Hostię i natychmiast
wrócił do normalnych rozmiarów. Kiedy wypowiedział słowa konsekracji
wina, pojawiła się światłość, a ściany i sufit kościoła zniknęły.
Nagle zobaczyłam zawieszonego w powietrzu Jezusa ukrzyżowanego.
Byłam w stanie kontemplować Jego twarz, pobite ramiona i pokaleczone
ciało. Z prawej strony piersi miał ranę, z której w lewym kierunku
wytryskiwała krew oraz coś, co przypominało wodę, ale było bardzo
błyszczące - w prawym kierunku. Wyglądało to jak strumienie światła
spływające na wiernych. W tym momencie Matka Boża powiedziała: »To
jest cud nad cudami. Powiedziałam wcześniej, że Pan nie jest
skrępowany ani czasem, ani miejscem. W momencie konsekracji całe
zgromadzenie jest zabierane do stóp Kalwarii, w chwili ukrzyżowania
Jezusa«.
Kiedy
mieliśmy odmawiać Ojcze nasz, Jezus, po raz pierwszy podczas
celebracji, odezwał się do mnie: »Poczekaj, chcę, abyś modliła się z
najgłębszego wnętrza, z jakiego tylko możesz wołać. Przypomnij sobie
osobę czy osoby, które najbardziej cię w życiu zraniły i wyrządziły
ci krzywdę, tak abyś mogła objąć je swoim sercem i powiedzieć im: W
imię Jezusa Chrystusa przebaczam wam i życzę pokoju. W imię Jezusa
proszę, abyście mi przebaczyli i życzyli pokoju. Jeśli osoba
zasłużyła na ten pokój, otrzyma go i poczuje się lepiej. Jeśli nie
jest w stanie się nań otworzyć, powróci on do twojego serca. Ale nie
chcę, abyś otrzymywała czy ofiarowała pokój, kiedy nie jesteś w
stanie przebaczyć i doświadczyć tego pokoju najpierw w swoim sercu.
Uważaj, co czynisz - mówił Pan Jezus - powtarzasz w Ojcze nasz:
odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.
Jeśli możesz przebaczyć, ale nie możesz zapomnieć, jak wiele osób
mówi, stawiasz warunki Bożemu przebaczeniu. Mówisz: Przebacz mi
tylko tak, jak ja jestem w stanie przebaczyć, ale nie więcej«.
Arcybiskup
powiedział: »obdarz nas pokojem i jednością«, a potem »pokój Pański
niech zawsze będzie z wami«. Nagle zobaczyłam, że pomiędzy
niektórymi ludźmi przekazującymi sobie znak pokoju znajdowało się
bardzo intensywne światło. Prawdziwie odczułam uścisk Jezusa w tym
świetle. To On uściskał mnie, dając mi swój pokój, ponieważ w tym
momencie byłam w stanie przebaczyć i wyrzucić z mojego serca
wszystkie żale przeciwko innym ludziom. Jezus pragnie dzielić ten
moment radości, uściskać nas i życzyć nam swojego pokoju.
Nastąpił
moment Komunii św. celebransów. Kiedy arcybiskup przyjął Komunię
św., Matka Boża powiedziała: »Powtarzaj ze mną: Panie, błogosław
kapłanom, pomóż im, oczyść ich, kochaj ich, opiekuj się nimi i
wspieraj ich swoją miłością«.
Ludzie
zaczęli opuszczać ławki, aby przystąpić do Komunii św. Nastąpił
wielki moment spotkania. Pan powiedział do mnie: »Poczekaj chwilę,
chcę, abyś coś zobaczyła«. Wewnętrzny impuls kazał mi skierować
wzrok na pewną osobę, która wyspowiadała się przed Mszą św. Kiedy
ksiądz umieścił Świętą Hostię na jej języku, błysk światła,
podobnego do czystego złota, przeszedł prosto przez tę osobę -
najpierw przez jej plecy, potem otoczył ją z tyłu, następnie dookoła
jej ramion, a na końcu głowy. Pan powiedział: »Oto jak raduję się,
obejmując duszę, która przychodzi z czystym sercem, aby Mnie
przyjąć«. Głos Jezusa był głosem szczęśliwej osoby. Kiedy poszłam
przyjąć Komunię św., Jezus powiedział do mnie: • »Ostatnia Wieczerza
była momentem największej bliskości ze Mną. W tej godzinie miłości
ustanowiłem coś, co mogło być pojęte jako największy akt obłędu w
oczach człowieka - uczyniłem siebie więźniem miłości, ustanowiłem
Eucharystię. Chciałem pozostać z wami do końca świata, ponieważ Moja
miłość nie mogła znieść, że zostalibyście sierotami, wy, których
kocham bardziej niż własne życie«.
Kiedy
wróciłam na swoje miejsce i uklęknęłam, Pan powiedział: »Słuchaj!«.
Chwilę później usłyszałam modlitwę siedzącej przede mną kobiety,
która właśnie przyjęła Komunię św. Jezus powiedział smutnym głosem:
»Zanotowałaś jej modlitwę? Ani razu nie powiedziała, że Mnie kocha.
Ani razu nie podziękowała Mi za dar, jaki jej dałem, zniżając swoją
Boskość do jej biednego człowieczeństwa, po to by przyciągnąć ją do
siebie. Ani razu nie powiedziała: dziękuję Ci, Panie. To była
litania próśb. I tak robią prawie wszyscy, którzy przychodzą Mnie
przyjąć. Umarłem z miłości i zmartwychwstałem. Z miłości czekam
na każdego z was i z miłości zostaję z wami (...). Ale wy nie
zdajecie sobie sprawy z tego, że potrzebuję waszej miłości.
Pamiętajcie, że jestem Żebrakiem miłości w tej wzniosłej godzinie
dla duszy«.
Kiedy
celebrans miał udzielać błogosławieństwa, Matka Boża powiedziała:
»Bądź pilna i uważaj (...). Robisz jakiś stary znak zamiast znaku
krzyża. Pamiętaj, że to błogosławieństwo może być ostatnim, jakie
otrzymujesz z rąk kapłana. Kiedy wychodzisz z kościoła, nie wiesz,
czy umrzesz czy nie. Nie wiesz, czy będziesz miała okazję otrzymać
błogosławieństwo od innego kapłana. Te konsekrowane ręce dają ci
błogosławieństwo w Imię Świętej Trójcy. Dlatego zrób znak krzyża z
szacunkiem, tak jakby miał być on ostatnim w twoim życiu«.
Jezus
poprosił mnie, abym została z Nim kilka minut po zakończeniu Mszy
św. Powiedział: »Nie wychodź w pośpiechu, kiedy Msza jest
skończona. Zostań na moment w Moim towarzystwie, ciesz się nim i
pozwól Mi cieszyć się twoim«. Zapytałam Go: »Panie, jak długo
zostajesz z nami po Komunii?«. Odpowiedział: »Przez cały czas, póki
ty chcesz zostać ze Mną. Jeśli będziesz mówić do Mnie przez cały
dzień, zwracając się do Mnie w czasie wypełniania swoich obowiązków,
będę cię słuchał. Jestem zawsze z tobą. To ty Mnie opuszczasz.
Wychodzisz po Mszy i uważasz, że dzień obowiązku się skończył. Nie
myślisz, że chciałbym, dzielić twoje życie rodzinne z tobą,
przynajmniej w Dniu Pańskim. (...) Wiem wszystko. Czytam nawet
największe sekrety ludzkich serc i umysłów. Ale cieszę się, kiedy Mi
mówisz o swoim życiu, kiedy pozwalasz Mi uczestniczyć w nim jako
członek rodziny czy najbliższy przyjaciel. O, jak wiele łask
człowiek traci, nie dając Mi miejsca w swoim życiu!«.
Jezus
powiedział: »Powinniście przewyższać w cnocie aniołów i archaniołów,
ponieważ oni nie mają radości przyjmowania Mnie jako pokarmu, jak to
jest w waszym przypadku. Oni piją kroplę ze źródła, ale wy, którzy
macie łaskę przyjmowania Mnie, macie cały ocean«.
Inna rzecz, o
której Pan mi powiedział z bólem, dotyczyła ludzi, którzy spotykają
się z Nim z przyzwyczajenia. Ta rutyna sprawia, że niektórzy ludzie
są tak obojętni, że nie mają nic do powiedzenia Jezusowi, kiedy
przyjmują Go w Komunii św. Powiedział również, że jest także wiele
dusz konsekrowanych, które utraciły swój entuzjazm bycia zakochanym
w Panu i traktują swoje powołanie jak zawód. Potem Jezus mówił o
owocach, które muszą się pojawić po każdej przyjętej Komunii św.
Zdarza się, że są ludzie, którzy przyjmują codziennie Pana, spędzają
wiele godzin na modlitwie i wykonują liczne dzieła, ale mimo to nie
dokonuje się przemiana ich życia. Dary, jakie otrzymujemy w
Eucharystii, powinny przynieść owoce nawrócenia, wyrażające się w
postawie i czynach miłosierdzia wobec braci i sióstr.
Catalina, świecka misjonarka Eucharystycznego Serca Jezusa
(tłum. i oprac. Maria Zboralska, cyt. za: Miłujcie się! nr 4/2006)





