Strona Katolickiej Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym" Nowe Życie" w Dąbrowie Tarnowskiej

Świadectwa

***Grudzień 2017r.***
Mam na imię Aleksander chciałem się podzielić świadectwem, że na powrót do Boga jest zawsze dobry czas. Sześć lat temu wróciłem, a w zasadzie poznałem Boga żywego. Wychowałem się w standardzie chrześcijańskim katecheza komunia, bierzmowanie. Boga chrześcijańskiego postrzegałem jako jedną z możliwości filozofii drogi do centrum. Wszedłem w new age bioterapię i inne sztuki man-tyczne. Czułem że sięgnąłem dna skończyły mi się pomysły na mnie na moje dalsze życie. W parafii były organizowane rekolekcje grupy „Mocni w duchu”. Postanowiłem że pójdę na nie razem z żoną. Bardzo ciekawie prowadzone świadectwa itp. W ostatni dzień rekolekcji podchodziło się do zapalonej świecy i mówiło kim jest dla ciebie Bóg? Podszedłem i powiedziałem że Bóg jest miłością i nadzieją. I wtedy Bóg wkroczył w moje życie. Byłem do spowiedzi przed świętami wielkanocnymi i to była spowiedź syna marnotrawnego. Pokierował mnie i jednoznacznie stwierdził że to czym się zajmowałem jest złe. Na mojej drodze życia stanęła znajoma mojej mamy charyzmatyczka z ,,Odnowy w Duchu,, z północy polski. Rozmawiałem z nią przez parę godzin. W końcu Bóg dał mi osobę która wiedziała o czym mówię. Wytłumaczyła mi cały fałsz i kłamstwo okultystyczne-ezoteryczne na swoim świadectwie i jaki Bóg naprawdę jest. Dostałem mnóstwo materiałów otwierających oczy w czym tak naprawdę siedziałem. Przede wszystkim dostałem modlitwę wstawienniczą i wsparcie duchowe.
Alek
***Grudzień 2017r.***
W 2008 roku na prośbę mamy zapisałam nas na rekolekcje. Wydawało mi się to trudne do zrealizowania, bo co drugi tydzień bawiłam wnuczkę w Krakowie. Jednak dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Liderka Marysia z uśmiechem powiedziała, że mimo tych przeszkód mogę uczestniczyć w rekolekcjach. Spotkanie z żywym Bogiem mnie zachwyciło, gorąco przeżywałam kolejne tygodnie. Modlitwę o nowe napełnienie Duchem Św. w kościele przeżyłam spokojnie. W następnym tygodniu byłam w Krakowie. W czwartek od rana czułam wielki smutek, że nie mogę być na rekolekcjach. Wnuczka spała, było południe i ja zaczęłam się modlić. Długo się modliłam i prosiłam Boga gorąco bym chociaż duchowo mogła być z uczestnikami Rekolekcji Odnowy Wiary. Klęczałam, poczułam się bardzo zmęczona i powiedziałam: Jezu już nie mam siły się modlić, pomóż mi, pociesz mnie! Stało się coś niesamowitego, poczułam pokój w sercu, radość i zaczęłam się modlić w językach. To wyjątkowe przeżycie, bardzo osobiste i trudne do opisania. Za oknem zaświeciło słońce. To wspomnienie pozostało w moim sercu. Poczułam realnie, że Jezus, Duch Św. jest ze mną. Zapragnęłam takiej bliskości z Bogiem. Odnajduję ją w codziennej Eucharystii. Jezus w Eucharystii uwalnia mnie od złego, uzdrawia moje relacje z Bogiem Ojcem, z sobą i bliźnimi oraz umacnia mnie w wierze. Każda Eucharystia jest Mszą uzdrowienia – zależy tylko ode mnie na ile gotowa jestem je przyjąć. Otwarcie się na Jezusa daje mi codzienna medytacja Słowa Bożego z Ewangelii. Jak kroczyć za Jezusem nauczyłam się we wspólnocie Odnowy w Duchu Św. „Nowe Życie”
Elżbieta
***Grudzień 2017r.***
Chrzest w Duchu Świętym przeżyłam na moich 1-szych Rekolekcjach Odnowy, na które się zgłosiłam dobrowolnie, bez niczyjej zachęty. Po prostu odpowiedziałam swoją obecnością na ogłoszenie, na którym min. było napisane: „Jeśli chcesz się nauczyć modlitwy Słowem Bożym” lub coś w tym sensie. Modlitwa o „Chrzest w Duchu Św.” odbyła się w sobotę w Starym Kościele. Oprócz uczestników rekolekcji przybyły osoby spoza parafii, które w rekolekcjach nie uczestniczyły. Najważniejszym momentem uroczystości przeze mnie najlepiej zapamiętanym, było wyznanie Jezusowi „Ty jesteś moim Panem”. Podchodziliśmy kolejno do Krzyża i wyznawaliśmy Jezusa Panem i Królem naszego życia. Tak naprawdę, to nie wiedziałam wcześniej o co w tym wszystkim chodzi, ale stanięcie tak blisko ołtarza, dotknięcie Krzyża z wizerunkiem Pana Jezusa – było ogromnym przeżyciem. Doświadczyłam, że On naprawdę tu jest i zgromadził nas, abyśmy głośno, (także wobec innych ludzi) wyznawali Go za jedynego naszego Pana i Króla naszego życia. Wcześniej myślałam: przecież Pan Bóg jest moim Panem, po co jeszcze ta deklaracja. Natomiast po nabożeństwie, byłam szczęśliwa, że mogłam takie wyznanie złożyć Panu Bogu i to wobec świadków. Dużym przeżyciem była też modlitwa księży nad nami połączona z kapłańskim błogosławieństwem. Owocem tego dnia była niebywała radość. Radość w sercu, że oto „publicznie” (po raz pierwszy), mogłam ogłosić Chrystusa – moim Panem. Była tez ulga – oto oddałam Panu wszystko co moje. Wracałam do domu odmieniona, radosna, jak na skrzydłach. A światło tej radości towarzyszy mi po dziś dzień. Chwała Panu!
Marysia Ż.
***Grudzień 2017r.***
Jako emerytka pojechałam do Częstochowy na czuwanie modlitewne grup Odnowy w Duchu Św., ja katoliczka, ale tak niewiele wiedząca o grupach modlitewnych, nigdy nie biorąca udziału w takich modlitwach, niewiele wiedząca o Jezusie o Bogu, jego miłości. Zajęta życiem rodzinnym, pracą na gospodarstwie, pracą zawodową, pojechałam na czuwanie z intencją o zdrowie dla kogoś z rodziny. To co zobaczyłam przeraziło mnie – tańczący śpiewający starsi poważni i młodzi ludzie. Takiej modlitwy nie widziałam nigdy, takiej radosnej. Czułam się dziwnie, ale kiedy zaczęły się świadectwa ludzi, modlitwy konferencje, wciągnęło mnie to. Jak biskup zaproponował modlitwę w językach, o której to modlitwie nigdy nie słyszałam, postanowiłam spróbować i okazało się, że potrafię się tak modlić. Wróciłam z tej pielgrzymki ta sama, ale nie taka sama. Duch Święty mnie odmienił. Zaczęłam uczęszczać na spotkania grupy Odnowy w Duchu Świętym, czytać Pismo Św. i je rozważać. Poznałam wielką miłość i miłosierdzie Boga, doświadczyłam wielu łask.
Janina
***Grudzień 2017r.***
Gdy trafiłam na rekolekcje w 2012 roku był to 5-ty miesiąc mojego leczenia, gdyż choruję na nerwicę lękową. Czułam się bardzo źle, życie nie miało sensu, wyrzuty sumienia, zły obraz Boga i bardzo się Go bałam. Moje poczucie wartości było byle jakie. Najpiękniejsze co mogło mnie spotkać to moment podczas rekolekcji gdy Bóg przyszedł do mnie w Słowie: „W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie nie wydoskonalił się w miłości” – 1J, 4.18 „Zalało” mnie takie doświadczenie pokoju serca, poczułam ciepło, które uwalniało mnie od głowy po stopy. Przeniknęło mnie szczęście. Miałam wrażenie jakby Jezus przytulał mnie do siebie. Miłość mi wszystko wyjaśniła. Jeślibym miała porównać to przeżycie to jedynie do podobnego sprzed lat po, obytej spowiedzi na rekolekcjach w Orawce. Z tym uzdrowieniem przyszło zrozumienie Pisma Świętego. Chęć pogłębiania relacji z żywym Bogiem. Przestałam się Go bać. Moje serce wyrywało się by opowiadać wszystkim o Nim. Pragnęłam by inni też tego doświadczyli. Byłam pełna zapału radości, energii. Słowa same wychodziły z ust. Czułam się taka obdarowana. Wiem, że żadne lekarstwa nie są w stanie spowodować takiego pokoju serca jaki daje Jezus. Gdy miałam wątpliwości czy zostać gospodarzem domowych rekolekcji to same osoby wymogły to na mnie. I nie żałuję. Jest dla mnie wielkim umocnieniem jeśli słyszę – „ty jesteś dla mnie świadkiem Jezusa”. Nie wiem jaki Bóg ma plan na dalsze moje życie? Jedno wiem! Jest to najlepszy plan! A „dotyk” Boga ciągle jest żywy w mej pamięci.
Asia
***Grudzień 2017r.***
Wydarzenie Chrztu w Duchu Świętym, pamiętam doskonale, odbyło się ono w 2007r. Duch Św. przyszedł do mojego życia jako Duch Pocieszyciel, wypełnił pustkę w moim sercu. To wydarzenie – to moje nowe życie, to moje nawrócenie. To pragnienie bycia z Jezusem, to zaangażowanie się w Jego sprawy. To otwarcie się na dary, którymi mogę służyć bliźniemu we wspólnocie. Ta sama wspólnota, w której wzrastam, która mnie kształtuje. To obdarowanie łaską czytania Słowa Bożego. Dzięki tej łasce poznałam co to medytacja Słowa Bożego i życie w/g Słowa w codzienności. To modlitwa spontaniczna płynąca z serca i zupełnie nowe doświadczenie modlitwy w językach. Duch Święty codziennie uzdalnia mnie do tego, że mówię – „Nie moją siłą, nie moją mocą, tylko Twoją. Ja jestem słaba – Ty działaj swoją potężną siłą”. Dzięki Duchowi Św. pragnę ciągle się nawracać i pozwalać się Jezusowi odnawiać każdego dnia, bo jestem słaba.
Marta
***Grudzień 2017r.***
Mój pierwszy Chrzest w Duchu Św. miał miejsce w lutym 2015 roku. Jakimś sposobem (a wiadomo jakim) znalazłam się na Forum Charyzmatycznym w Tarnowie z Marią Vadia. To był zwyczajny wyjazd – kobiety nie znałam, pojechałam bo tak wyszło (chociaż miało mnie tam nie być). Na forum Maria w pewnym momencie zawołała wszystkich, którzy jeszcze nigdy nie powiedzieli głośno Jezusowi, że Go kochają i że, jest jedynym Panem! – tak szczerze. Ja pomyślałam, że przecież nie raz mówiłam, ale siedząc coś nie dawało mi spokoju – nagle poczułam jakby ktoś mnie popchnął z siedzenia i musiałam pójść. Szłam i łzy lały się z oczu. A tam było nas więcej – Janek, Ewa… Wszyscy wołaliśmy do Jezusa – Jezu ty jesteś moim jedynym Panem, Ciebie wyznaję jako jedynego Pana. Wołałam głośno przez łzy i coś pękło w sercu. Tego momentu nigdy nie zapomnę, tak jakby z człowieka coś uszło – poczułam radość i pokój w sercu. Od tej pory nic nie jest już tak samo. Zaczęłam mieć niedosyt Boga, głód poszukiwania Go. Trafiłam do wspólnoty i tak do dziś przemieniam moje serce i życie przewartościowuję, razem z Trójcą Przenajświętszą i Maryją Matką naszą. Chwała Panu!
Dorota
***Grudzień 2017r.***
2010r. moje pierwsze Rekolekcje Odnowy Wiary, pierwsza Msza Św. z modlitwą o uzdrowienie i pierwszy Chrzest w Duchu Św. i zmiana mojego życia. Teraz z upływem czasu widzę moją przemianę i pogłębienie wiary. Chrzest w Duchu Św? Na pewno wtedy nie rozumiałam tego co się wydarzyło. Teraz analizując te 7 lat widzę jak zmieniło się moje życie. Pamiętam parę lat temu słowa, które usłyszałam w głębi siebie i które musiałam wypowiedzieć chociaż tego nie chciałam bo się wstydziłam, że je słyszę. Były to słowa „Słuchaj mnie”. Gdy wróciłam do domu, napisałam je na kartce i włożyłam je w obraz Pana Jezusa, który wisi nad moim łóżkiem. Kontynuacją tych słów były następne otrzymane podczas rekolekcji rekolekcji napisane na kartce, którą braliśmy ze sobą. Słowa te „daj się prowadzić”. Razem one brzmią „Słuchaj mnie – daj się prowadzić”. Od tego czasu nie sprzeciwiam się prowadzeniu Ducha Świętego – czasami drogami nie po mojej myśli. Przełamuję swój ludzki opór bo wiem, że to Pan Jezus daje mi zadania i ma plany wobec mnie. Drugim zapamiętanym zdarzeniem był dar języków. Nie mogłam się przełamać, żeby zacząć się tak modlić. Na naszym spotkaniu ksiądz Rafał modlił się nad każdą osobą, która nie modliła się językami. Gdy przyszła moja kolej ksiądz podszedł do mnie i powiedział módl się! No i się zaczęło. Najpierw dwa słowa. Poczułam radość w sercu. Jadąc do domu, cały czas w samochodzie wymawiałam te słowa. I tak już zostało, słów przybywało. Cieszę się z tego daru ponieważ w różnych sytuacjach przydaje się.
Ola
***Grudzień 2017r.***
Przypadkiem” znalazłem się w miejscu pracy mojej siostry w Chrystusie Panu i trafiłem na rozmowę o Forum Charyzmatycznym. Nie wiedziałem o co chodzi. Dowiedziałem się od rozmówczyń, że będzie modlitwa w postaci śpiewu i uwielbienia oraz będzie głosiła słowo Boże świecka osoba. Duch Święty już wtedy zaczął mnie zapraszać… i tak to się zaczęło…
Gdy znalazłem się na hali sportowej, wzniesione ręce uczestników, śpiew zespołu „Mocnych w Duchu”, oraz Słowo głoszone przez ojca Remigiusza i Marię Vadia wyrywało mnie z krzesełka! Następnie, z faktu, że tutaj jestem, moje serce jakby wznosiło się ku górze. Tej radości, pokoju i pewnego szoku jakiego doznałem nie można opisać słowami. Później spośród niewielu osób, które znajdowały się pod sceną, prowadząca Maria Vadia zapytała, czy jest pod sceną ktoś o imieniu Jan. Rozglądałem się i nie zauważyłem, żeby ktoś inny podniósł rękę. Poczekałem jeszcze chwilę, Maria powtórzyła jeszcze raz pytanie i z przejęciem podniosłem rękę, a wtedy padły słowa do mnie, że będę przyprowadzał ludzi do Jezusa i w snach będę otrzymywał wskazówki. Już nie pamiętam dokładnie, ale to co potem nastąpiło… ten pokój, ta radość, tego dopiero nie da się opisać. Byłem w stanie kochać każdego człowieka na ziemi. Nawet, gdy wróciłem do domu to nie ustępowało. Moi bliscy mówili, że coś się ze mną stało, że jestem inny, spokojny, radosny. To tak, jakby człowiek nieba dotknął. Chwała Panu!
Janek
***Grudzień 2017r.***
Moje pierwsze doświadczenie modlitwy Chrztu w Duchu Św. miało miejsce w kościele o. Jezuitów w Łodzi. Przeżywałam tam 10-tygodniowe rekolekcje REO. 1-ego grudnia 2001 roku uczestniczyłam w modlitwie Chrztu w Duchu Świętym. Nie było we mnie spektakularnych doświadczeń, ale gdzieś głęboko zachęcona przez Słowo Boże i osoby prowadzące te rekolekcje wiedziałam, że chcę prosić o dary Ducha Św. mając w świadomości, że one we mnie już są bo przyszły do mnie w momencie sakramentu chrztu św. i bierzmowania, ale potrzebuję na nowo świadomego ich przyjęcia. Pamiętam, że bardzo bałam się tej modlitwy, czułam opór wewnętrzny, zastanawiałam się do kogo podejść na modlitwę wstawienniczą, uruchomiały się we mnie wszystkie względy ludzkie. Miałam mętlik w głowie o jaki dar prosić. Gdy się już odważyłam i podeszłam do modlitwy wiem, że poprosiłam o dar miłości. Duch Św. poruszył moje serce, wiem, że bardzo płakałam, poczułam się bardzo ukochana, doświadczałam miłości, której nie da się wyrazić słowami. To było bardzo intymne spotkanie z Bogiem Ojcem, z Jezusem i Duchem Św. Łzy lały się strumieniami, doświadczyłam miłości, której okazało się bardzo pragnęłam, nawet nie byłam świadoma tego jak bardzo, bo deficyty miłości były we mnie ogromne. Pan Jezus dał mi Słowo przez usta ojca prowadzącego modlitwę z Ewangelii Łk. 10,17-24 na zakończenie modlitwy. Ale to nie był koniec… podszedł do mnie ksiądz z innej grupki modlitewnej i znowu zaczęli się modlić nade mną. Przez moment się wystraszyłam, że ze mną to chyba źle skoro jeszcze „repeta duchowa” i znowu Słowo z 1Tmt. 6,3-14. I koniec… co za ulga… zmęczenie ale i szczęście, ogromny pokój w sercu. Tak zaczęła się nowa historia miłości w moim życiu. Bliskie stało się mi to co napisał św. Paweł w 1 liście do Kor. 12,3b – „że bez pomocy Ducha nie mogę powiedzieć, że Panem jest Jezus”. Od modlitwy Chrztu w Duchu Św. zaczęła się nowa przygoda mojej wiary w Jezusa i z Jezusem. Zaczęłam mieć większą świadomość tego kim jestem i kim i jaki jest Bóg w którego wierzę. Przy pomocy Ducha Św. podjęłam pracę nad sobą, uświadamiając sobie, że w ogóle się nie akceptuję i nie kocham więc jak mogę kochać Boga i bliźnich. Słowo Boże wyznaczało kierunek. Duch Św. mnie prowadził, podpowiadał, dawał natchnienia, ludzi którzy pomagali abym wzrastała w wierze, nadziei i miłości nie tylko w słowach ale i w czynach, które często były ogromnym wysiłkiem w zmaganiu się ze samą sobą, ze słabością, z rezygnacją z przyzwyczajeń, które nie zawsze okazywały dla mnie dobre. Dawał odwagę w podjęciu ryzyka otwierania się na „nowe” w moim życiu. Zapragnęłam jeszcze bardziej wspólnoty, zapragnęłam iść za Jezusem ale już nie sama. Wspólnota stała się miejscem mojej formacji duchowej i nie tylko. Bycie z ludźmi, którzy przyznają się do Jezusa i dają o Nim świadectwo było ogromnym wsparciem i pobudką do tego aby nie stać w miejscu, choć „przystanki” się zdarzały. I tak Duch Św. zaczął czynić wiele cudów na płaszczyźnie duchowej i psychicznej w moim życiu, w mojej wydawać by się mogło szarej codzienności. Doświadczałam, że Jezus naprawdę żyje, że życie z Nim to wielka przygoda choć czasami, a nawet często przez trud i krzyż. Ale dziś wiem, że wszystko jest łaską. Nie jestem sama, nie jestem samotną wyspą, mam Jezusa, mam cudownych ludzi, których On daje, dzięki którym poznaję jak dobry jest Bóg, jak się o mnie troszczy, jak dobry jest Kościół. Nie pozostaje mi nic jak starać się odwzajemniać tę miłość tym, których Pan stawia na mojej drodze życia, dzielić się tym co od Niego otrzymałam. Bogu niech będą dzięki za dar Ducha Św. za to, że wyciągnął mnie z mojej bezpiecznej w cudzysłowie „szafy” w której często się chowałam ulegając iluzorycznemu poczuciu bezpieczeństwa. I pomimo wielu ludzi wokół siebie, żyłam w samotności, budując jednocześnie mur lęku, strachu, bezsensu i stagnacji. Dziś mam pragnienie bycia kobietą chodzącą w Duchu Św. i bycia otwartą na Jego poruszenia. Mam pragnienia, aby być dobrą dla siebie, dla bliźnich, dla Jezusa, aby po prostu dobrze żyć! Dziękuję Ci Jezu za dar Ducha Św., za dar miłości, który zaskakuje mnie swoim bogactwem i prostotą. Dziękuję Ci za dar Eucharystii, za Twoje Słowo, które jest żywe i skuteczne, które 1-ego grudnia 2001 roku zapłodniło we mnie NOWE ŻYCIE w Duchu Świętym.
Tekst tej piosenki religijnej zakreśla mój początek życia w Duchu Św. i moje teraz i „dziś”.

Byłem sam, zupełnie sam, mimo wielu twarzy tłumu,
Mimo brzasku barwnych lamp, nie umiałem wyjść zza muru.
Biłem głową, nie umiałem wyjść ze swoich małych ram,
Gdy upadłem zrozumiałem, nie mam szans bo idę sam.
    I zupełnie nie wiedziałem, co mam robić, dokąd iść?
    Po co tutaj się znalazłem? I w ogóle, jak mam żyć.
Wciąż rzucany wirem życia, tak zupełnie skołowany,
Nie wiedziałem: walczyć dalej, czy też lizać swoje rany.
Kiedyś w środę późno w nocy, samotnością wyczerpany,
Pomodliłem się po prostu i zostałem wysłuchany.
    Przyszedł Chrystus przy mnie usiadł, swoją dłonią dotknął mnie,
    Moje życie się zmieniło i już wiem gdzie dążyć mam.
Od tej chwili nieustannie, Pan i ja kroczymy razem,
Krok po kroku wciąż do celu, chociaż w drodze staję czasem.
ON bez słowa staje także, czeka aż powrócę znowu.
A gdy wracam jest już dobrze i jest radość w sercach obu.
Danusia